Ikony i historia

Remedios Varo, Leonora Carrington i Kati Horna. Trzy wybitne surrealistki i ich Meksyk

Meksyk lat 40. XX wieku stał się dla europejskich artystek uciekających przed koszmarem II wojny światowej czymś znacznie więcej niż tylko bezpieczną przystanią. Dla Remedios Varo, Leonory Carrington oraz Kati Horny był on katalizatorem, który pozwolił im wyzwolić się z cienia męskiej dominacji surrealizmu i stworzyć własny, unikalny język wizualny. Choć każda z nich przybyła z innej części Europy, to właśnie w meksykańskiej dzielnicy Roma w stolicy kraju odnalazły przestrzeń, w której mogły żyć i tworzyć na własnych zasadach. Ich życie prywatne było dalekie od konwenansów, a status materialny często zmienny, jednak to właśnie ta niezależność pozwoliła im uniknąć cenzury instytucjonalnej i malować własne wszechświaty.

Domy tych artystek, zwłaszcza Leonory Carrington przy Calle Chihuahua, nie były sterylnymi wnętrzami, lecz żywymi organizmami wypełnionymi rzeźbami, maskami i stertami książek. Remedios Varo mieszkała nieco skromniej, w przestrzeni, która była dla niej jednocześnie domem i pracownią, gdzie narzędzia do mieszania farb mieszały się z misternymi rysunkami. Wszystkie trzy funkcjonowały jako niezależne twórczynie, ponieważ nie wiązały się z żadnymi akademiami. Utrzymywały się z własnej pracy, przy czym Kati Horna jako fotoreporterka często zapewniała grupie niezbędne wsparcie finansowe, dokumentując surrealizm ich codzienności. Ich życie uczuciowe było burzliwe i nieszablonowe. Leonora Carrington, po ucieczce do Meksyku, związała się z węgierskim fotografem Emerico Weiszem i wychowała dwóch synów, podczas gdy Remedios Varo odnalazła spokój u boku Waltera Gruena, który stał się jej opiekunem i managerem. W tych domach bardzo ważną rolę pełniły koty, które Varo uważała za stworzenia obdarzone inteligencją i telepatycznymi zdolnościami, często umieszczając je w swoich dziełach jako strażników domowego ogniska.

Jeden z obrazów Leonory Carrington

Styl tych kobiet był równie osobisty co ich sztuka. Remedios Varo wybierała długie, luźne suknie przypominające szaty alchemiczek, Leonora Carrington gustowała w szerokich spodniach i narzutach z etnicznymi wzorami, a Kati Horna dopełniała ten obraz swoją nieustanną obecnością z aparatem. Ich wygląd był wyzwaniem dla konserwatywnego społeczeństwa, ale w ich wspólnocie liczyła się przede wszystkim autentyczność. Meksyk głęboko wpłynął na tematykę ich prac. Paleta barw Varo nasyciła się ochrą, terakotą i głębokim błękitem nocnego nieba, a jej kompozycje wypełniły postacie lewitujące w rytm marzeń sennych. Carrington zanurzyła się w mitologii celtyckiej, która w meksykańskim panteonie bóstw odnalazła swoje echo, natomiast Horna poprzez swoje fotografie, maski i kolaże utrwaliła meksykański surrealizm jako nieustanny performance.

Projekt z maskami, w którym Kati Horna sportretowała swoje przyjaciółki – Remedios Varo i Leonorę Carrington – był jednym z najbardziej intymnych i wizualnie uderzających przedsięwzięć w historii meksykańskiego surrealizmu. Nie był to jednak typowy projekt fotograficzny zlecony przez redakcję czy galerię, lecz rodzaj wspólnego, domowego performansu, w którym granica między rzeczywistością a snem całkowicie się zacierała.

Kluczowym elementem tych sesji były maski, które artystki same przygotowywały lub wyszukiwały na lokalnych targach w Meksyku. Maska w tym projekcie nie służyła do ukrycia twarzy, ale do wydobycia z nich tego, co Remedios i Leonora wyrażały w swoim malarstwie: hybrydowości, tajemnicy i związku z siłami nadprzyrodzonymi. Kati Horna, wykorzystując swoje doświadczenie fotoreporterskie, potrafiła nadać tym inscenizowanym scenom aurę autentycznego dokumentu. Fotografowała je w ich własnych domach, w otoczeniu przedmiotów, które na co dzień współtworzyły ich surrealistyczny świat, takich jak ezoteryczne symbole, rzeźby czy egzotyczne rośliny.

Wspólne tworzenie zdjęć z maskami było dla tych kobiet rodzajem rytuału. Remedios Varo, znana ze swojego wyciszenia i skrupulatności, pod maską przybierała pozy przypominające jej własne malarskie postacie, stając się niejako przedłużeniem własnych wizji. Leonora Carrington z kolei wnosiła do projektu energię dzikości i mitycznej transformacji, często wcielając się w role zwierzęce lub fantastyczne, co idealnie korespondowało z jej zainteresowaniem magią i celtyckimi legendami. Maska stawała się tu rekwizytem, który pozwalał im wyjść poza narzuconą rolę „żony artysty” czy „uchodźczyni” i zająć miejsce w świecie, gdzie reguły fizyki i społeczne konwenanse przestawały obowiązywać. Zdjęcia te, choć przesycone teatralnością, posiadają w sobie niezwykły spokój i powagę. Kati Horna nie traktowała ich jako zabawy, lecz jako próbę utrwalenia wspólnej tożsamości ich „siostrzeństwa”. Projekt ten do dzisiaj pozostaje jednym z najbardziej sugestywnych zapisów kobiecego surrealizmu, pokazując, jak te trzy artystki wspólnie budowały wizualny język oporu wobec świata zewnętrznego. Przez obiektyw Horny, Varo i Carrington przestały być tylko malarkami, a stały się współczesnymi czarownicami, które w zaciszu domowego azylu na nowo definiowały, co oznacza bycie niezależną twórczynią.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *